Jeśli spodziewałeś się, że będę negować chrześcijańską historię Bożego Narodzenia albo wymyślać własny mit to muszę Cię zmartwić - nie o tym będzie dzisiejszy post. Dzisiaj chciałabym się z Wami podzielić własnymi przemyśleniami w kontekście Bożego Narodzenia.
A gdyby tak...
Jezus miał się narodzić w czasach nam współczesnych? W dzisiejszym świecie, może w Polsce, w Twoim mieście/wsi? Jak by to wyglądało? Czy rodzice oddali by Go do okna życia? Czy media rozpowszechniały by wiadomość o Jego narodzinach? Kto mógłby być współczesnym Herodem? I wreszcie - jaki to by miało wpływ na nas, na całe społeczeństwo?
Przy okazji Świąt warto się nad tym zastanowić. Myślę, że Boże Narodzenie to ważny czas nie tylko dla osób wierzących. Przecież znam wiele osób, które spędzają ten czas ze swoją rodziną, dzielą się opłatkiem mimo, iż nie wierzą w Boga. I to nie jest złe! To jest piękny czas, kiedy możemy być razem, cieszyć się, śmiać, rozmawiać. To czas, kiedy możemy się na chwilę zatrzymać. To czas narodzin - nie tylko Jezusa (istotny dla osób wierzących), ale też czas narodzin każdego z nas na nowo.
Życzę Wam, by te Święta upłynęły pod znakiem Miłości.
Spokoju.
Radości.
Uśmiechu.
N.!
sobota, 26 grudnia 2015
środa, 16 grudnia 2015
Idą Święta. Zwolnij.
Do Świąt tak niewiele czasu pozostało.Zapewne poszukujecie już inspiracji na kolację wigilijną. Nie tylko na potrawy, ale też na dekoracje.
Dekoracje można wykonać samodzielnie albo skorzystać z gotowców oferowanych przez różnych producentów. Stroiki, bombeczki, choineczki, świeczuszki, ozdoby na okna i parapety, łańcuchy, serwetki, skarpety,.... Szeroki wybór. Zachęcam jednak do samodzielnego tworzenia ozdób. Super zabawa - nie tylko dla tych, którzy maja dzieci.
A teraz kilka słów o tym co zainspirowało mnie do stworzenia tego posta. Otóż....
"Pomysły - Jak udekorować stół na święta, aby wigilia była wyjątkowa". Jasne - uroczysty strój, dekoracja stołu, kolędy, opłatek - to wszystko nadaje fajny nastrój kolacji wigilijnej. Ale czy pięknie nakryty stół decyduje o naszym nastawieniu do świąt? No chyba nie bardzo.
Często jest tak, że otoczka nie współgra wcale z tym, co ludzie przeżywają w swoich sercach. Musimy jechać do cioci, która jak co roku będzie wpychała w nas tony makowca, kapusty i pierogów. Trzeba pójść na Pasterkę - bo taka tradycja - mimo że w kościele cały czas przysypiam i nie kontaktuję, bo jestem zmęczony przygotowaniami i chciałbym położyć się już spać. Rodzice cały rok pracują, wiecznie się kłócą, a w Wigilię udają, że wszystko jest w porządku, chociaż wszyscy dobrze wiemy, że za 2 dni będzie znowu awantura. Z siostrą prawie nie mam kontaktu. Mieszka za granicą. Dzwonimy do siebie tylko na ważne okazje (urodziny). Na Święta przyjeżdża i udajemy, że jest ok, a nawet nie wie, że skończyłam szkołę z wyróżnieniem. Pooglądamy wszyscy Kevina, Grincha albo Listy do M. Pewnie nawet wszystkie. I jeszcze więcej. No bo przecież nie ma o czym ze sobą rozmawiać. Przerywnikiem jest tylko - "to może śledzika albo serniczka zjesz?". Życzenia, które składamy sobie często przybierają tradycyjną, oklepaną formułkę "zdrowia, szczęścia, pomyślności". Kolędy słyszymy tylko w tv lub radio - przecież nie będziemy ich sami śpiewać bo to obciach. Wszyscy pospiesznie zjadają kolację w milczeniu, aby wreszcie rozpakować prezenty. Jednak najbardziej czekamy na to, żeby ten wieczór się już skończył. Wieczór sztucznych uśmiechów. Jesteśmy zmęczeni zakupami, gotowaniem, pieczeniem, sprzątaniem, ubieraniem choinki. I udawaniem. Że jest rewelacyjnie. Miło. Radośnie. Uroczo. Słodko.
Świat oszalał. Czekoladopodobne Mikołaje można było dostać w marketach już 2 listopada. Albo i wcześniej. Iluminacje świetlne powstawały już w listopadzie. Gdzie tutaj jest miejsce na oczekiwanie? Święta już nie cieszą, jak kiedyś. I najgorsze, że wszyscy narzekamy, a sami sobie to fundujemy. Nie sprawimy, że nagle 24 grudnia spadnie śnieg. Ale możemy się wyluzować, odpuścić trochę, nie robić wszystkiego na pokaz - bo sąsiad musi widzieć, że mam świetne ozdoby w oknach i ładne światełka w ogrodzie, bo przyjedzie kuzynka, którą widzę tylko raz w roku, więc wymyślę jakieś super potrawy, żeby się popisać, w kościele usiądę w pierwszej ławce - niech wszyscy mnie widzą.
STOP.
ZWOLNIJ.
Dekoracje można wykonać samodzielnie albo skorzystać z gotowców oferowanych przez różnych producentów. Stroiki, bombeczki, choineczki, świeczuszki, ozdoby na okna i parapety, łańcuchy, serwetki, skarpety,.... Szeroki wybór. Zachęcam jednak do samodzielnego tworzenia ozdób. Super zabawa - nie tylko dla tych, którzy maja dzieci.
A teraz kilka słów o tym co zainspirowało mnie do stworzenia tego posta. Otóż....
"Pomysły - Jak udekorować stół na święta, aby wigilia była wyjątkowa". Jasne - uroczysty strój, dekoracja stołu, kolędy, opłatek - to wszystko nadaje fajny nastrój kolacji wigilijnej. Ale czy pięknie nakryty stół decyduje o naszym nastawieniu do świąt? No chyba nie bardzo.
Często jest tak, że otoczka nie współgra wcale z tym, co ludzie przeżywają w swoich sercach. Musimy jechać do cioci, która jak co roku będzie wpychała w nas tony makowca, kapusty i pierogów. Trzeba pójść na Pasterkę - bo taka tradycja - mimo że w kościele cały czas przysypiam i nie kontaktuję, bo jestem zmęczony przygotowaniami i chciałbym położyć się już spać. Rodzice cały rok pracują, wiecznie się kłócą, a w Wigilię udają, że wszystko jest w porządku, chociaż wszyscy dobrze wiemy, że za 2 dni będzie znowu awantura. Z siostrą prawie nie mam kontaktu. Mieszka za granicą. Dzwonimy do siebie tylko na ważne okazje (urodziny). Na Święta przyjeżdża i udajemy, że jest ok, a nawet nie wie, że skończyłam szkołę z wyróżnieniem. Pooglądamy wszyscy Kevina, Grincha albo Listy do M. Pewnie nawet wszystkie. I jeszcze więcej. No bo przecież nie ma o czym ze sobą rozmawiać. Przerywnikiem jest tylko - "to może śledzika albo serniczka zjesz?". Życzenia, które składamy sobie często przybierają tradycyjną, oklepaną formułkę "zdrowia, szczęścia, pomyślności". Kolędy słyszymy tylko w tv lub radio - przecież nie będziemy ich sami śpiewać bo to obciach. Wszyscy pospiesznie zjadają kolację w milczeniu, aby wreszcie rozpakować prezenty. Jednak najbardziej czekamy na to, żeby ten wieczór się już skończył. Wieczór sztucznych uśmiechów. Jesteśmy zmęczeni zakupami, gotowaniem, pieczeniem, sprzątaniem, ubieraniem choinki. I udawaniem. Że jest rewelacyjnie. Miło. Radośnie. Uroczo. Słodko.
Świat oszalał. Czekoladopodobne Mikołaje można było dostać w marketach już 2 listopada. Albo i wcześniej. Iluminacje świetlne powstawały już w listopadzie. Gdzie tutaj jest miejsce na oczekiwanie? Święta już nie cieszą, jak kiedyś. I najgorsze, że wszyscy narzekamy, a sami sobie to fundujemy. Nie sprawimy, że nagle 24 grudnia spadnie śnieg. Ale możemy się wyluzować, odpuścić trochę, nie robić wszystkiego na pokaz - bo sąsiad musi widzieć, że mam świetne ozdoby w oknach i ładne światełka w ogrodzie, bo przyjedzie kuzynka, którą widzę tylko raz w roku, więc wymyślę jakieś super potrawy, żeby się popisać, w kościele usiądę w pierwszej ławce - niech wszyscy mnie widzą.
STOP.
ZWOLNIJ.
wtorek, 15 grudnia 2015
Pak Choi, czyli nie wszystko co chińskie jest złe
Sweterek - made in China
Torebka - made in China
Zabawka dla dziecka - made in China
Słuchawki - made in China
Gdzie nie spojrzę, tam produkt chiński. Tani szajs - powiadają. A ja mówię, że nie wszystko, co jest chińskie, jest beznadziejne.
Znalazłam w warzywniaczku coś takiego:
Oczywiście od razu skusiłam się na zakup tej kapusty. Co prawda Pani, która tam sprzedawała, nie bardzo potrafiła mi wyjaśnić jakie Pak Choi (tak się nazywa, typowo chińsko) ma właściwości, ani jak można go przygotować. Przypomniałam sobie wtedy, że czytałam kiedyś w Shape o zieleninach. Przeszukałam stos gazet i znalazłam! Bok choy (taka jest zamienna nazwa) jest bogatym źródłem wapnia. I warto o tym pamiętać.
A sałatkę zrobiłam na kolację - bardzo łatwą. Pak choi, pomidor, ogórek, serek wiejski, szczypiorek. Warzywa pokroiłam w kosteczkę, wymieszałam ze serkiem wiejskim i zjadłam ze smakiem! :-)
Do tej kapusty wrócę jeszcze na pewno nie razi podzielę się z Wami przepisami,które wypróbuję przy okazji.
A Wy macie jakieś doświadczenia z kapustą chińską?
Torebka - made in China
Zabawka dla dziecka - made in China
Słuchawki - made in China
Gdzie nie spojrzę, tam produkt chiński. Tani szajs - powiadają. A ja mówię, że nie wszystko, co jest chińskie, jest beznadziejne.
Znalazłam w warzywniaczku coś takiego:
Oczywiście od razu skusiłam się na zakup tej kapusty. Co prawda Pani, która tam sprzedawała, nie bardzo potrafiła mi wyjaśnić jakie Pak Choi (tak się nazywa, typowo chińsko) ma właściwości, ani jak można go przygotować. Przypomniałam sobie wtedy, że czytałam kiedyś w Shape o zieleninach. Przeszukałam stos gazet i znalazłam! Bok choy (taka jest zamienna nazwa) jest bogatym źródłem wapnia. I warto o tym pamiętać.
A sałatkę zrobiłam na kolację - bardzo łatwą. Pak choi, pomidor, ogórek, serek wiejski, szczypiorek. Warzywa pokroiłam w kosteczkę, wymieszałam ze serkiem wiejskim i zjadłam ze smakiem! :-)
Do tej kapusty wrócę jeszcze na pewno nie razi podzielę się z Wami przepisami,które wypróbuję przy okazji.
A Wy macie jakieś doświadczenia z kapustą chińską?
poniedziałek, 23 listopada 2015
Krem z dyni
Hej :-)
Ale dziś przymroziło! Hm, taki mamy klimat. W końcu jesień. Żeby się troszkę rozgrzać przygotowałam na obiad krem z dyni - bardzo sycący, tani i szybki.
KREM Z DYNI
Składniki:
Dynia (ja miałam dynię Gomez, ale myślę, że dynia piżmowa byłaby idealna)
1 cebula
2 ząbki czosnku
1 łyżka oliwy z oliwek
gałka muszkatołowa
pieprz
groszek ptysiowy
Wykonanie:
Dynię kroimy w kostkę, zalewamy wodą i gotujemy do miękkości,ok.15 minut.
W tym czasie obieramy cebulę i czosnek, i kroimy.
Na patelni rozgrzewamy oliwę, aby zeszklić cebulę i czosnek.
Kiedy już dynia będzie ugotowana, zdejmujemy ją z ognia i dorzucamy do garnka cebulę i czosnek, doprawiamy pieprzem. Ścieramy też na tarce gałkę muszkatołową.
Wszystko blendujemy i podgrzewamy.
Podajemy z groszkiem ptysiowym/kolendrą/pestkami dyni.
Prawda, że proste? A jakie doooobreeeee! :-)
Trzymajcie się ciepło!
N.
Ale dziś przymroziło! Hm, taki mamy klimat. W końcu jesień. Żeby się troszkę rozgrzać przygotowałam na obiad krem z dyni - bardzo sycący, tani i szybki.
KREM Z DYNI
Składniki:
Dynia (ja miałam dynię Gomez, ale myślę, że dynia piżmowa byłaby idealna)
1 cebula
2 ząbki czosnku
1 łyżka oliwy z oliwek
gałka muszkatołowa
pieprz
groszek ptysiowy
Wykonanie:
Dynię kroimy w kostkę, zalewamy wodą i gotujemy do miękkości,ok.15 minut.
W tym czasie obieramy cebulę i czosnek, i kroimy.
Na patelni rozgrzewamy oliwę, aby zeszklić cebulę i czosnek.
Kiedy już dynia będzie ugotowana, zdejmujemy ją z ognia i dorzucamy do garnka cebulę i czosnek, doprawiamy pieprzem. Ścieramy też na tarce gałkę muszkatołową.
Wszystko blendujemy i podgrzewamy.
Podajemy z groszkiem ptysiowym/kolendrą/pestkami dyni.
Prawda, że proste? A jakie doooobreeeee! :-)
Trzymajcie się ciepło!
N.
wtorek, 17 listopada 2015
Pierwsza wizyta u dietetyka
Witajcie,
dziś chciałabym opowiedzieć Wam o tym czego można się spodziewać podczas pierwszej wizyty u dietetyka, co warto ze sobą zabrać i czego należy unikać.
Przeglądając różne lifestyle'owe strony, fora itp. zauważyłam, że wiele z Was ma dylematy związane z pójściem do gabinetu dietetycznego. Zainspirowana tym tematem sama udałam się po raz pierwszy do specjalisty. :)
Ja dość długo planowałam swoją pierwszą wizytę u dietetyka. Odwlekałam ją, bo nikt nie mógł mi polecić zaufanego lekarza, czasami były to względy finansowe, bałam się też, że będzie mnie przekonywał do zakupu różnych superspalaczy tłuszczu albo innych cudotwórczych suplementów diety. Nie potrafiłam też określić konkretnego celu mojej wizyty.
Któregoś dnia zobaczyłam ulotki gabinetu dietetycznego w szkole tańca, do której chodzę na zajęcia. Z ulotką był rabat - 20%. Pomyślałam, że to dobra okazja, by dowiedzieć się czegoś więcej, nie płacąc przy tym kosmicznej kwoty. Zadzwoniłam więc, umówiłam się na wizytę no i....
Pojechałam.
Wizyta trwała ponad godzinę, choć z założenia miało to być 30 minut. Ja jednak - jak to ja - musiałam zadać mnóstwo pytań. :) Nie mogłabym wyjść czując niedosyt.
Co jest ważne przed pierwszą wizytą?
- koniecznie przyjdź do dietetyka z dzienniczkiem, w którym zapisujesz swoje menu, chociaż zapis z kilku ostatnich dni;
- przygotuj sobie listę pytań, żeby nic nie umknęło;
-ubierz się wygodnie. Podczas wizyty wykonywana jest analiza składu ciała. Pomiar ten wykonywany jest boso;
- zrób listę leków i suplementów, które przyjmujesz, bo to wszystko ma wpływ na nasz organizm.
Wszystkie wskazówki powinny być zamieszczone również na stronie internetowej gabinetu, do którego się wybieracie. Ja dodatkowo dostałam od swojej pani dietetyk maila z informacją na temat posiłków i płynów, których nie można przyjmować przed wizytą.
Czy wizyta mi pomogła?
Nie chcę zgubić 20 kg ,nie mam alergii, zatem moja wizyta była podyktowana czystą ludzką ciekawością i chęcią rozwiania wątpliwości na kilka tematów związanych z żywieniem. Mam sporą wiedzę na temat żywienia, więc wiele kwestii mnie nie zaskoczyło, ale jeśli Wy chcecie nabrać motywacji, nie potraficie sami ułożyć sobie dobrego jadłospisu, chcecie zbadać swój poziom tkanki tłuszczowej i mięśniowej, to taka wizyta może Wam wiele rozjaśnić.
Dajcie znać w komentarzach jak wyglądała Wasza pierwsza wizyta, czego się wystrzegać, na co zwracać uwagę przy wyborze specjalisty. Jestem ciekawa Waszych doświadczeń! ;)
I pamiętajcie - nie bójcie się pytać! :)
dziś chciałabym opowiedzieć Wam o tym czego można się spodziewać podczas pierwszej wizyty u dietetyka, co warto ze sobą zabrać i czego należy unikać.
Przeglądając różne lifestyle'owe strony, fora itp. zauważyłam, że wiele z Was ma dylematy związane z pójściem do gabinetu dietetycznego. Zainspirowana tym tematem sama udałam się po raz pierwszy do specjalisty. :)
Ja dość długo planowałam swoją pierwszą wizytę u dietetyka. Odwlekałam ją, bo nikt nie mógł mi polecić zaufanego lekarza, czasami były to względy finansowe, bałam się też, że będzie mnie przekonywał do zakupu różnych superspalaczy tłuszczu albo innych cudotwórczych suplementów diety. Nie potrafiłam też określić konkretnego celu mojej wizyty.
Któregoś dnia zobaczyłam ulotki gabinetu dietetycznego w szkole tańca, do której chodzę na zajęcia. Z ulotką był rabat - 20%. Pomyślałam, że to dobra okazja, by dowiedzieć się czegoś więcej, nie płacąc przy tym kosmicznej kwoty. Zadzwoniłam więc, umówiłam się na wizytę no i....
Pojechałam.
Wizyta trwała ponad godzinę, choć z założenia miało to być 30 minut. Ja jednak - jak to ja - musiałam zadać mnóstwo pytań. :) Nie mogłabym wyjść czując niedosyt.
Co jest ważne przed pierwszą wizytą?
- koniecznie przyjdź do dietetyka z dzienniczkiem, w którym zapisujesz swoje menu, chociaż zapis z kilku ostatnich dni;
- przygotuj sobie listę pytań, żeby nic nie umknęło;
-ubierz się wygodnie. Podczas wizyty wykonywana jest analiza składu ciała. Pomiar ten wykonywany jest boso;
- zrób listę leków i suplementów, które przyjmujesz, bo to wszystko ma wpływ na nasz organizm.
Wszystkie wskazówki powinny być zamieszczone również na stronie internetowej gabinetu, do którego się wybieracie. Ja dodatkowo dostałam od swojej pani dietetyk maila z informacją na temat posiłków i płynów, których nie można przyjmować przed wizytą.
Czy wizyta mi pomogła?
Nie chcę zgubić 20 kg ,nie mam alergii, zatem moja wizyta była podyktowana czystą ludzką ciekawością i chęcią rozwiania wątpliwości na kilka tematów związanych z żywieniem. Mam sporą wiedzę na temat żywienia, więc wiele kwestii mnie nie zaskoczyło, ale jeśli Wy chcecie nabrać motywacji, nie potraficie sami ułożyć sobie dobrego jadłospisu, chcecie zbadać swój poziom tkanki tłuszczowej i mięśniowej, to taka wizyta może Wam wiele rozjaśnić.
Dajcie znać w komentarzach jak wyglądała Wasza pierwsza wizyta, czego się wystrzegać, na co zwracać uwagę przy wyborze specjalisty. Jestem ciekawa Waszych doświadczeń! ;)
I pamiętajcie - nie bójcie się pytać! :)
czwartek, 12 listopada 2015
Reaktywacja!!!
Witajcie.
Po długim czasie pustki na blogu czas wrócić - na nowo, z nowymi pomysłami, z nową ideą dla tego miejsca. Tygodnie przemyśleń, notatek i poszukiwań spowodowały, że jestem tutaj z Wami, dla Was, z dużą dawką ciekawych informacji, praktycznych wskazówek, konkursów, zdjęć i wyzwań.
We współpracy z For Health powstaje kanał na YouTube - For Strength, do którego oglądania zachęcam - konkretne filmiki pokazujące głównie technikę ćwiczeń, duża dawka motywacji i informacji na temat żywienia w sporcie.
Nie będę wszystkiego zdradzać:) Zapraszam do śledzenia bloga i fanpage'a na facebooku oraz komentowania. Bye!
N.!
Po długim czasie pustki na blogu czas wrócić - na nowo, z nowymi pomysłami, z nową ideą dla tego miejsca. Tygodnie przemyśleń, notatek i poszukiwań spowodowały, że jestem tutaj z Wami, dla Was, z dużą dawką ciekawych informacji, praktycznych wskazówek, konkursów, zdjęć i wyzwań.
We współpracy z For Health powstaje kanał na YouTube - For Strength, do którego oglądania zachęcam - konkretne filmiki pokazujące głównie technikę ćwiczeń, duża dawka motywacji i informacji na temat żywienia w sporcie.
Nie będę wszystkiego zdradzać:) Zapraszam do śledzenia bloga i fanpage'a na facebooku oraz komentowania. Bye!
N.!
czwartek, 5 lutego 2015
Fruits ---> Granat
Ten smaczny owoc pochodzi z Persji. W temperaturze pokojowej może być przechowywany do 2 miesięcy. W chłodnym miejscu - do 6 miesięcy. Granat. Cudo.
Grenadyna, czyli sok wyciśnięty z granatu, działa odmładzająco na skórę, łagodzi objawy bólu miesiączkowego.
Owoce te mają baaardzooo dużo przeciwutleniaczy, więcej niż w zielonej herbacie!
Zbierając wszystkie ich właściwości, wymienić można:
- obniżają ciśnienie krwi;
- mogą wspierać leczenie raka piersi;
- zapobiegają starzeniu się;
- pomagają przy dolegliwościach związanych z menopauzą;
- podnoszą libido;
- poprawiają wygląd skóry.
Owoc ten wykorzystywany jest głównie do przygotowania deserów i sałatek, a także jako dodatek do lodów. Proponuję Wam pyszną sałatkę owocowa, lekką i szybką do przygotowania:
Składniki:
1 ananas świeży (polecam) lub z puszki
2 banany
2 pomarańcze
1 granat
5-7 sztuk daktyli
1 garść płatków migdałowych
1 garść suszonej żurawiny
sok z cytryny
Grenadyna, czyli sok wyciśnięty z granatu, działa odmładzająco na skórę, łagodzi objawy bólu miesiączkowego.
Owoce te mają baaardzooo dużo przeciwutleniaczy, więcej niż w zielonej herbacie!
Zbierając wszystkie ich właściwości, wymienić można:
- obniżają ciśnienie krwi;
- mogą wspierać leczenie raka piersi;
- zapobiegają starzeniu się;
- pomagają przy dolegliwościach związanych z menopauzą;
- podnoszą libido;
- poprawiają wygląd skóry.
Granaty to dużo witaminy C, B, A i E oraz fosforu, magnezu, potasu i krzemu.
100g to zaledwie 80 kcal.
Owoc ten wykorzystywany jest głównie do przygotowania deserów i sałatek, a także jako dodatek do lodów. Proponuję Wam pyszną sałatkę owocowa, lekką i szybką do przygotowania:
Składniki:
1 ananas świeży (polecam) lub z puszki
2 banany
2 pomarańcze
1 granat
5-7 sztuk daktyli
1 garść płatków migdałowych
1 garść suszonej żurawiny
sok z cytryny
Ananas, pomarańcze i banany obrać i pokroić w kostkę. Dodać pestki
wyłuskane z granatu. Skropić lekko sokiem z cytryny. Dodać posiekane
daktyle, płatki migdałowe i żurawinę. Wymieszać i odstawić na chwilę, aż
owoce puszczą lekko soki.
SMACZNEGO :-)
N.!
Subskrybuj:
Posty (Atom)


